Na ogól nie opowiadam na wyróżnienia, bo nie ogarniam tego. Na początku się starałam, ale mimo starań ani razu mi nie wyszło. Ale gdy dostałam TO wyróżnienie i to jako jedyna... Musiałam się przemóc. Niniejszym dziękuję Ci Natalio, że doceniłaś moją skromną osobę, o której ten blog nie za bardzo świadczy:)
Natalia nominowała mnie do kwadratu i wymogła 7x7 faktów. Zupełnie nie przewidziała, że 49 to dla mnie i tak za mało.
Oto prawda o mnie, z pierwszej ręki:
1. Uwielbiam podjadać surowe ciasta, mama zawsze mnie przestrzegała przed bólem brzucha, ale nigdy mnie po nich nie bolał.
2. W pierwszej ciąży nie jadłam camembertów, salami i lodów, bo wierzyłam, że mogą zaszkodzić dziecku.
3. Tak, jestem w drugiej ciąży.
4. Mogłabym zawsze być w ciąży, bo prawie wcale nie mam teraz migren.
5. Jestem wielką fanką klocków Lego, ostatnio wyszłam nieco z wprawy, ale znam numery częstszych części i numery co ładniejszych zestawów z dwóch ulubionych serii.
6. Jestem jeszcze większą fanką pierników. Norymberskich, lukrowanych, nadziewanych, samorobnych i kupnych...
7. Ale ostatnio mam mniejszą tolerancję na słodycze, nie żeby mi szkodziły, ale zapotrzebowanie na cukier mi spadło...
8. A zawsze było ogromne.
10. Ale byłam wtedy nieletnia.
11. Gdy pokazałam film "Co się wydarzyło..." narzeczonemu, pokłóciliśmy się.
12. Zaraz potem przestałam się wzruszać zdradami.
13. Moja najlepsza przyjaciólka z liceum uważa mnie za dewotkę.
14. Najbardziej lubię pizzę z Pizza Hut.
15. Ale odkąd wiemy, ze w poniedziałki można mieć dużą na wynos za 20 złotych, to nie chadzamy tam w żaden inny dzień.
16. A w poniedziałek prawie nigdy nam nie pasuje.
17. Przedtem nie chadzaliśmy tam poza środą, bo w środy można było mieć dwie w cenie jednej.
18. A kiedys Pizza Hut był takim miłym celem randek...
19. Gdybym miała ulgę na bilet, albo chociaż Pizza Hut był bliżej, to podjeżdżałabym sobie ukradkiem po pizzę na bilecie godzinnym.
20. Ale z biletem to już się nijak nie kalkuluje.
21. Bo ja jestem bardzo skąpa.
22. A mój Mąż jeszcze bardziej.
23. Prowadzę pełną księgowość wydatków z podziałem na kategorie.
24. Kategoria "ja" zawsze wypada najmniej korzystnie.
25. A wcale tego nie odczuwam.
26. To dlatego, że nie ma kategorii 'inwestycja na przyszłość' i każde nici są dla mnie, a przecież nici to żadna radość, tylko właśnie inwestycja w przyszłe szycie.

28. Mam z minky dwie apaszki od Natalii i od tego czasu mam na punkcie minky jeszcze większego fioła.
29. Kiedyś będę miała w salonie poduszki z minky i SAMA je uszyję!
30. Mój synek jest uroczy. Jego pierwszym związkiem frazeologicznym było 'Matka Pana', jakis czas później poinformował mnie, że 'Jezusek z ksizia psijdzie'. Na pytanie co sądzi o dzieciach, odparł 'do szkoły!'. Poza tym kocha swoją lalę i 'tutusia', czyli tatusia.
31. Zawsze wyłączam domofon na noc i na czas dziennej drzemki dziecka. Raz nie wyłączyłam na noc i akurat żartowniś szedł o świcie i zadzwonił akurat do nas.
32. Od 13 roku życia uważam, że powinnam schudnąć.
33. Ale przecież potrzebuję cukru!
34. Wraz z Mężem zbieramy misie pluszowe, ale nie wszystkie, bo bardzo nas ogracznicza miejsce.
35. Zbieramy też misie-bibeloty.
36. W domu jestem Misią i nawet dwuletni synek wie, że 'mama jest misiem'.
37. Chciałabym mieć owerlok, ale nawet nie proszę o niego za bardzo, bo jestem przekonana, że nie eksploatowałabym go wystarczająco.
38. Nie znoszę niespodzianek. Mój Mąż o tym wie i na ogól nie kupuje mi prezentów, tylko pozwala sprawiać sobie drobne przyjemności w ramach domowego budżetu. Na przykład na urodziny zaproszeni goście przynieśli mi alkohol (skądinąd uwielbiany za młodu Sheridan's i to cały litr, kiedy ja akurat alkoholu nie pijam i do tego byłam już w ciąży).
38. Wracając do jedzenia, to nie znoszę jeść kanapek poza domem.
39. Ale uwielbiam wszystko-mające kanapki, czyli takie z pomidorem na salami. A czasem i z cebulą. I z ogórkiem. I z przyprawami. Mogą mi zastąpić wszystkie posiłki.
40. Na pierwszym roku studiów byłam uzależniona od Subwaya.
41. To dzięki kanapce z Subwaya jedzonej zamiast iść na zajęcia udało mi sie spotkać Męża kiedy szedł sam a nie akurat ze swoją byłą.
42. Kiedys czytałam po kilkadziesiąt książek rocznie, po ślubie, gdy przestałam dojeżdżać, a zaczełąm zmywać naczynia, ta ilość spadła nieco, zaś obecnie, gdy czasu dla siebie mam tak mało, że muszę wybierać, czy odpowiadać na wyróżnienie, piec ciasteczko, szyć sobie coś czy czytać, to ilość czytanych książek zrobiła się żenująco niska.
43. Aż dziw, że nie zatraciłam umiejętności pisania.
44. Odkąd nie robię regularnych notatek długopisem, charakter pisma mi się popsuł.
45. Mam wspaniałe pomysły, ale próby ich zrealizowania zawsze sa opłakane w porównaniu z ideą.
46. To pewnie dlatego wszystko robię tak powoli, wydaje mi się, że jak dłużej pomyślę, to mniej zepsuję.
47. Prawie sobie uszyłam bluzę ostatnio. Również prawie uszyłam bluzę dla synka. I odrysowałam bluzę dla Męża. Będziemy mieli prawie takie same bluzy. I wkrótce je pokażę i wtedy na blogu podwoi mi się liczba wejść.
48. Od prawie roku (wcześniej mnie tłamszono) jestem kierowniczką rodzinnego zaprzęgu, na który składa się zielony Lanos z 1999 i jestem w tym lepsza od Męża.
49. On czasem siada za kierownicą, zwłaszcza gdy nie umiem zaparkować (co się prawie nigdy nie zdarza oczywiście, bo zawsze wybieram miejsca, w których umiem zaparkować) ale Mąż jest dobry we wjeżdżaniu tyłem do zatoki. Wówczas, gdy ten Mąż prowadzi, wcale sie nie czuję bezpiecznie.
50. Uważam, że jeżdżę lepiej niż nasz przyjaciel i wieloletni poprzedni właściciel Lanosa. Niedawno raz daliśmy mu poprowadzić, żebym znów mogła poczuć się młodo jako pasażer tylnego siedzenia i nie było tak fajnie jak gdy ja jadę.
Byłam przekonana, że punktów miało być 50, tak mi się dobrze pisało.
Ponieważ punkty 22 i 49 wcale mnie nie dotyczyły, oto dwa uzupełniające:
51. Ostatnio moją główną lekturą jest Harry Potter czytany na głos dużemu i małemu chłopcu. Bardzo powiększa to statystyki czytanych książek i gwarantuje bardzo miłe wieczory.
52. Mąż uważa, że to bardzo ważne i nadaje się na bonus- na wyjeździe ślubnym zajadaliśmy się chipsami Lays zielona cebulka, ale moim zdaniem to nieważne. Ja nie mam ulubionych chipsów, lubię większość:D
Nie będę przekazywała wyróżnienia dalej, bo odkąd stało się takie kwadratowe, to jest nieco problematyczne.
Nie będę przekazywała wyróżnienia dalej, bo odkąd stało się takie kwadratowe, to jest nieco problematyczne.
No jak można nie lubić niespodzianek??? Zdumiewające!!! Ale Harry Potter jest świetny i jest to pierwsza książka, gdzie nie mogę sie zdecydować, co lepsze- książka czy film?
OdpowiedzUsuńBo zazwyczaj lepsza jest książka....
Czekam na bluzy!
Może to dlatego, że nigdy jeszcze nie dostałam prawdziwej niespodzianki, znienacka. Ja zawsze wiem, że niespodzianka BĘDZIE i w miarę czekania wyobrażenia o niej rosną. Jestem przekonana, że z niespodzianki znienacka to bym się umiała cieszyć:) Filmy są znakomite, dobrze zrobione, ale książka ma jednak ten klimat książki, nawet tu. Dla mnie to pierwsza książka, po przeczytaniu której mogę od razu obejrzeć film, na ogól film mnie nudzi gdy dobrze wiem, co będzie:)
UsuńMnie dlatego Zmierzch tak nudził... Książka lepsza.
UsuńCo do niespodzianek- mój mąż umie robić niezwykłe niespodzianki- dwukrotnie omal nie dostałam zawału ze zdumienia. Ostatnią była maszyna do szycia. Od kilku dni wiedział, ze będzie i ani pary z ust.
A to gratuluję takiego męża. Ja kiedyś jako jedyna z nas miałam konto internetowe w banku i chociaż teraz jest inaczej, to tylko ja potrafię robić zakupy w internecie, mąż jak coś chce dla mnie, to prosi kolegę:D A z powodu punktu 23 prędzej czy później muszę się dowiedzieć o każdym wydatku:)
UsuńGratuluję ciąży, nic tylko się cieszyć! :)
OdpowiedzUsuńDzięki, cieszę się:)
UsuńŁoho! Dziewczyno, toż to każdy punkt mógłby stać się rozdziałem jakiejś niesamowicie wciągającej powieści;)) Masz lekką rękę do pisania, pomśl nad tym:)
OdpowiedzUsuńMoże i mam lekką rękę (często to słyszę), ale fantazji za grosz:)
UsuńDobrze piszesz i dobrze szyjesz:) Gratulacje i nie daj się tłamsić:)
OdpowiedzUsuńDziękuję, postaram się nie dać.
UsuńImponujące wyznania! Czyta się jednym tchem, no i odpracowałaś tym sposobem chyba wszystkie wyróżnienia, jakie do tej pory dostałaś ;DDD
OdpowiedzUsuńDzięki!
UsuńBoże Święty i Jezusie!!! ja proszę więcej więcej tych punktów z każdym kolejnym Twoim punktem czułam że ten dzień to fajny dzień.
OdpowiedzUsuńJakże ja Cie kocham!
Postaram się dla Ciebie pisać więcej:)
Usuńjak napiszesz książkę, daj mi znać wykupię sobie dziesięć i obdaruję znajomych kolejną setką!
OdpowiedzUsuńJa pisałam przez całe liceum pamiętniczki z myślą, że je wydam i będę bogata, ale przyniosłabym wstyd rodzinie:)
UsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńŚwietny tekst! wspaniale się go czyta. Chętnie poznałabym Cię osobiście! :)
OdpowiedzUsuńPS powyżej napisałam "cię" małą literą, no nie mogłam tego tak zostawić :P
:D Och, Brumm, ja tak naprawdę jestem nudna, ale też(?) mieszkam w Gdańsku.
Usuńaaaaa matko jak bym chciała być w tym samym miejscu gdzie WY DWIE!
UsuńCytrynno to się świetnie składa, bo ja także jestem bardzo nudna :P
UsuńBardzo cieszy mnie fakt, że mam ze sobą tak wiele wspólnego Lego, pierniki, pizza hut, ja słucham czytanych przez męża na głos książek- podczas usypiania chłopaków, wyłączanie domofonu i jeszcze jeszcze wiele. Miło było poczytać o Tobie, bo bardzo sympatyczna z Ciebie osóbka :)
OdpowiedzUsuńMi także niezmiernie mi miło czytać o podobnych "dziwactwach" :) Dziękuję!
UsuńNie no stanęłaś na wysokości zadania - szacun. Ja bym tylu faktów o sobie chyba nie wymyśliła :-) Poza tym ciekawie jest czytać i oczywiście zaraz porównywać co ja tak a co ja nie. Uderzam się w pierś i przyznaję ze ja też myślę o sobie że jestem skąpa. Nie konfrontowałam tego zdania ze znajomymi ale chyba tak jest...
OdpowiedzUsuńJa ich nie wymyślałam, one same chciały wypłynąć. Kwestii skąpstwa lepiej nie konfrontować:)
UsuńTak, chyba lepiej nie konfrontować :-)
UsuńGratulacje :) hahaha! bardzo fajne :) :)!!! :) :) tez uwielbiam podjadać surowe ciasto :)
OdpowiedzUsuńNajlepsze noworoczne życzenia na 2014 rok !!!
OdpowiedzUsuńŻyczę CI najlepszego z okazji Nowego Roku!
OdpowiedzUsuńNo i ja tu spieszę z gratulacjami. Fakt ten brak migren... A to mówisz jest sposób? :)))))
OdpowiedzUsuńNo to rok zapowiada się obfity!
Dziękuję, migren ostatnio praktycznie nie ma!
UsuńDokładnie, brak migren! Tęsknię za brakiem, ale jak sobie przypomnę inne uciechy, to jednak wolę być pojedyńcza:D
OdpowiedzUsuńNiektóre uciechy potrafią o migrenę przyprawić:) Ale pewność, że rano obudzę się bez bólu i że w razie czego wystarczy mi zwykły paracetamol- naprawdę mogłabym rodzic i rodzić:)
UsuńWracam, nadrabiam zaległości i jakoś (nie wiem jak) pierwszy tekst na który trafiam to właśnie ten - genialny :)
OdpowiedzUsuńRównież baaardzo lubię Cię czytać (cieszę się, że dowiedziałam się troszkę o Tobie) i zabieram się za uzupełnienie braków (wstyd...).
Pozdrawiam :)
No tak...właśnie się zorientowałam, że to ostatni z napisanych przez Ciebie postów, dlatego wyświetlił mi się jako pierwszy... Późno już ;)
UsuńUszyjesz coś jeszcze? :) :*
OdpowiedzUsuń